środa, 4 lutego 2015

Zagłosuj na Czasami Kalafior


Zapewne wielu z Was (a przynajmniej wszyscy Ci którzy mnie znają) zastanawia się, co też na moim blogu robi ten baner. Tak, choć zapewniałem, że nie będę Was namawiał do oddawanie na mnie głosów, postanowiłem zmienić zdanie. Hipokryzja? Niekoniecznie!

Choć moja opinia na temat wybierania najlepszego bloga poprzez głosowanie sms-owe nie zmieniła się, to dotarło do mnie, że w tym roku, wystawiając bloga Czasami Kalafior nie walczę tylko o laur dla siebie - walczę o jeszcze jednego człowieka, któremu wydając "Purystyczny Poradnik Młodego Psychopaty" postanowiłem pomóc. A więc im więcej osób wie o blogu i poradniku, im dalej zajdzie on w konkursie, tym większa może być moja pomoc dla pewnego niesamowitego dzieciaka - Mateusza. Choć wystawiłem jeszcze dwa inne blogi, choć do konkursu zgłosiłem dwa teksty, proszę o Wasze głosy tylko na ten jeden - na Czasami Kalafior.

Wysyłajcie więc sms-y o treści H11468 na numer 7122.

Koszt sms-a to 1,23 zł. Dochód z sms-ów zostanie przekazany Fundacji DZIECI NICZYJE, która pomaga dzieciom doświadczającym przemocy!

sobota, 17 stycznia 2015

BAZGROŁ 2015

Kiedy 6 lat temu rozpoczynałem przygodę z Bazgrołem, nie sądziłem, że akcja ta rozrośnie się do takich rozmiarów, że uda mi się zachęcić do współpracy tyle firm, znanych osób, mediów, a przede wszystkim dużych i małych twórców. 

Bazgroł to konkurs nietypowy, który już dawno wyszedł poza granice naszego pięknego kraju i staje się powoli największym konkursem literacko - plastycznym dla dzieci w wieku 0-100+ w Europie, a może i na świecie! Nie wierzycie? Wystarczy spojrzeć na to, co udało się zdziałać przy 5. edycji (a przecież tradycją jest, że każda następna edycja akcji jest większa od szanownej poprzedniczki!).

O co w nim chodzi? Do udziału zapraszam duety (zespoły) autorskie dziecko-dziecko, dziecko-dorosły, gdzie jedna osoba pisze bajkę / baśń / opowiadanie / tworzy scenariusz komiksu, druga wykonuje do tak powstałego tekstu ilustracje / zdjęcia / komiks. Dzieci, które z jakiś powodów nie mogą znaleźć sobie partnera lub chcą dodatkowo pochwalić się swoją pracę mogą skorzystać z tzw. "gotowców", czyli prac przygotowanych przez zawodowców (pisarzy i grafików) oraz osoby znane i lubiane (wystarczy zajrzeć na stronę konkursową do zakładki - Gotowce dla wszystkich).

Finał odbędzie się 16 maja 2015 roku o godz. 12.00 podczas Warszawskich Targów Książki na Stadionie Narodowym.

Więcej informacji znajdziecie na stronie konkursowej! Oczywiście na razie nie ma ich zbyt dużo, ale z czasem dobrych wieści będzie przybywać.

Zabazgrolmy ten świat!

Ave Cezar, darz bór i na Kowno!


wtorek, 25 listopada 2014

MichaŚek - szkice

Postanowiłem na poważnie zająć się dopracowywaniem MichaŚka, nie tylko od strony literackiej, ale i graficznej. Dziś pierwsze szkice chłopca i (po raz pierwszy) postać jeszcze nieopisanej, wiecznie zakochanej kuzynki. Wkrótce kolejne szkice i gotowe ilustracje.

niedziela, 16 listopada 2014

MichaŚek: Szczypior, czyli nowy lokator

Tata lekko uchylił drzwi i wsunął głowę do pokoju.
- Nie śpisz doktorku?
- Już nie! - usiadłem na łóżku i przeciągnąłem się kocio.
- To się ubieraj! - papa przygryzł dolną wargę i wybałuszył oczy - Mama się zgodziła!
- Czyli, że co? - nie skojarzyłem w pierwszym momencie na co mogła się zgodzić najważniejsza kobieta w moim życiu (może kiedyś się z nią ożenię - oczywiście jeśli papa nie będzie miał nic przeciwko temu), ale po chwili przypomniałem sobie męską rozmowę z mamą jaką przeprowadziliśmy podczas wczorajszego obiadu. Skończyło się ucieczką, a raczej taktycznym wycofaniem na z góry upatrzone pozycje, oraz lecącym za nami talerzem z deserem (była galaretka owocowa), ale okazało się, że wieczorne działania dyplomatyczne taty przyniosły pożądany efekt - Naprawdę!? - wskoczyłem w stojące przy łóżku papucie i poszurałem do wejścia. Za tatą stała mama i uśmiechała się szeroko.
- Naprawdę! - powiedziała nie przestając się uśmiechać.
Rzuciłem się jej na szyję i ścisnąłem najmocniej jak potrafiłem!
- Udusisz mnie bandyto!
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

* * *

Papa popatrzył na mnie lekko wystraszonym wzrokiem. Entuzjazm, którym tryskał jeszcze przed minutą gdzieś znikł, jego miejsce zaś zajęła rosnąca z każdą chwilą panika. Ja też nie czułem się pewnie.
- To co jej powiemy? - przykro było patrzeć na strach bijący od tego wielkiego i silnego mężczyzny.
- Kosmici? - rzuciłem bezmyślnie.
- Odpada! - Papa pokręcił głową i zaczął podszczypywać brodę - Nie na tej szerokości geograficznej. W Stanach jak najbardziej, u nas co najwyżej zielone ludziki. A to wbrew pozorom nie to samo.
- Zaczarowany książe też raczej odpada?
- No raczej!
- To już nie wiem! Ja mały jestem, jeszcze nie nauczyłem się kłamać! Ty coś wymyśl, masz doświadczenie i... - nie skończyłem myśli, bo drzwi wejściowe nagle się otworzyły, a za progiem pojawiła się sylwetka osoby, której baliśmy się teraz bardziej od terrorystów islamskich, ufoków czy nawet dozorcy Gędka.
Jak jeden mąż wrzasnęliśmy ze strachu. Mama popatrzyła na całą naszą trójkę i również wrzasnęła. Szczypior zawył przeciągle i szarpnął smycz.

* * *

- Ja już nie wiem - mama miotała się po całym pokoju ciskając wzrokiem w naszą stronę niewidzialne pioruny - czy ja niewyraźnie mówię? Czy wysławiam się niezrozumiale? Przekaz chyba był jasny! Mała psinka - zrobiła ruch jakby chciała klasnąć, zatrzymała jednak ręce w odległości jakichś 15-20 centymetrów od siebie - a nie wielkie bydle - prawa ręka przecięła powietrze w okolicach pasa - góra 10 kilogramów, a nie pół tony!
- Dokładnie 48 i pół kilograma kochanie... - tata uśmiechnął się kwaśno, lecz pod naporem wzroku mamy skrzywił się boleśnie i opuścił głowę.
- Przecież my nie mamy miejsca na takiego potwora!
- I tu się z tobą nie zgodzę - tym razem ja postanowiłem wnieść swoją cegiełkę do dyskusji - miejsca mamy wystarczająco dużo. Poza tym Szczypior zamieszka w moim pokoju, więc jeden problem odpada...
- Ale ten smok pewnie je tyle co waży! - mama nie dawała za wygraną.
Papa nieśmiało podniósł dwa palce prosząc o głos.
- Jak wiesz kochanie, wuj Stefan ma karczmę pod miastem. Już z nim rozmawiałem w tej sprawie. Może nam odpalać resztki jedzenia po gościach. Jego psy i tak wszystkiego nie są w stanie zjeść. Zresztą przyda im się mała dieta, bo bardziej przypominają świnie niż psy stróżujące.
Wyobraziłem sobie szczekającą świnię na łańcuchu i zachichotałem cicho.
- Czy ja powiedziałam coś śmiesznego?
- No nie...
- To może okażesz mi nieco szacunku młody człowieku i zachowasz jeszcze przez chwilę powagę! I wyjaśnijcie mi czemu akurat Szczypior!
- Bo z tą grzywką wygląda jakby piorun w szczypiorek... - tata ożywił się nieco.
- Tylko bez czasowników Pankracy!
- ... no przecież strzelił! Strzelił chciałem powiedzieć! - strach znowu wypełnił oczy papy - Nawet chcieliśmy mu tę grzywkę ulizać...
- Tylko mi nie mów, że pozwoliłeś Michaśkowi lizać psa!
- A gdzie tam! Sam lizałem! - wielki jak dąb mężczyzna wyprostował się i z dumą wypiął potężną pierś. Mama, pies i ja spojrzeliśmy na niego zniesmaczani.
- A fuj! - wywaliłem język na wierzch w geście obrzydzenia, tym bardziej, że pies przedstawiał sobą na razie obraz nędzy i rozpaczy. Blisko 50-kilogramowe ciało pokrywała mocno skołtuniona, brudna sierść, a z kilku wydrapanych miejsc kłuły w oczy czarne strupy.
- Poza tym, co to za rasa jest? Niedźwiedź miniaturka? - mama próbowała zrozumieć powód naszego wyboru.
- To taka mieszanka wielowarzywna. Ponoć jak się przymknie oczy, to i jamnika się wypatrzy! - tata powtórzył żart opowiedziany w schronisku przez opiekuna wypisującego dokument adopcji, myśląc że udobrucha nim żonę. Ta pozostała jednak niewzruszona.
- To bydle to ma raczej żołądek wielkości jamnika! - mama zmarszczyła czoło i ściągnęła brwi. Razem z tatą parsknęliśmy śmiechem. Mama też nie zachowała zbyt długo marsowej miny i uśmiechnęła się szeroko.
Tymczasem Szczypior, leżący do tej pory beznamiętnie obok wersalki wstał, obwąchał skórzaną tapicerkę mebla, podniósł tylną łapę i...
- Zaaaa-biii-jęęęę! - pies popatrzył na pochyloną nad nim kobietę, skulił się i wycofał w kierunku przedpokoju - a Wy panowie, szmaty do rąk i sprzątać mi to!

poniedziałek, 17 marca 2014

MichaŚek - projekt nie wiem już który...


Mam kłopoty z tym MichaŚkiem. Co wymyślę jakiś projekt, to po pierwszym
polubieniu i przespaniu się się z nim, przestaje mi się podobać.
Ten powyżej jakoś nadal mi się podoba, choć minęło już kilka dni
od jego powstania. Czyżby to właśnie to?


MichaŚek lekko "obrobiony"...

czwartek, 16 stycznia 2014

Karolka - wkrótce kolejne rozdziały!

Pamiętacie Karolkę? Jakiś czas temu zacząłem pisać historię o małej dziewczynce, chłopcu i pewnym złym baronie. Zarzuciłem pomysł na czas jakiś, by odpocząć od pisania i zająć się swoimi innymi projektami. Nie zapomniałem jednak o trójce bohaterów, o czym wkrótce się przekonacie.

Na razie postanowiłem zebrać wszystkie dotychczasowe rozdziały historii i nieco je uporządkować.

Całość możecie przeczytać klikając TUTAJ.

Zapraszamy do biblioteki!

piątek, 30 sierpnia 2013

MichaŚek na wakacjach, czyli ogórek biało-zielony

Moja największa przygoda, choć jeszcze o tym nie wiedziałem, zaczęła się w sobotę 3 sierpnia w okolicach obiadu. Akurat mama postawiła talerz z pomidorówką na stole, gdy nagle przed blokiem zagrał klakson dziadkowego ogórka. Tak, nie przesłyszeliście się! Ogórka! Dziadek Leon był właścicielem biało-zielonego Volkswagena Typ 2 Transportera T1, potocznie nazywanego ogórkiem, jednego z najwspanialszych samochodów jakie kiedykolwiek jeździły po drogach. Przynajmniej tak mówił Leon, a za nim powtarzał Pankracy, czyli mój papcio.
Kiedy wyjrzałem przez okno dziadek stał akurat przed maską samochodu i ścierał mankietem jakiś pył z jego lśniącego znaczka. Babcia Rozalka tymczasem tarabaniła się z rozsuwanych bocznych drzwi. Kiedy wreszcie stanęła na ziemi i zobaczyła moją twarz przyciśniętą do szyby, energicznie zaczęła machać na powitanie. Po chwili przyłączył się do niej dziadek, który tak mocno zaczął wywijać rękami, że aż uniósł się lekko nad chodnikiem! A może tylko mi się to wydawało...
- Cześć żuczku! - krzyknął i wyjął z szoferki wielką skórzaną walizkę.

To na razie tyle. Już wkrótce dalsza część wakacyjnej przygody MichaŚka, a na razie początek grafika przedstawiająca dziadkowego busa - ogórka.

wtorek, 25 czerwca 2013

Śmieciuch

Przyszedł mi do głowy pomysł na nową opowieść. Jeszcze obmyślam szczegóły, ale prezentuje się mniej więcej tak:

Czemu szukając nowych światów patrzycie w gwiazdy? Czemu myślicie, że tam, gdzieś daleko, na którymś z białych punkcików na niebie znajdują się bratnie Wam dusze? A może nie trzeba się wychylać aż tak daleko, może wystarczy zrobić krok do przodu lub do tyłu. Może nowy świat czeka sekundę później lub wcześniej, może wcale nie jest taki przyjazny jak myślicie...

Nazywają mnie Śmieciuch, bo codziennie przeszukuję kosze i kontenery zapełniane przez ludzi zbędnymi i zużytymi przedmiotami. Dla Was są niepotrzednym rupieciem, bezużytecznym odpadem, dla mnie mają często wartość większą niż złoto. Handluję nimi w równoległych światach. Jestem ostatnim z rodu, który to potrafi. Jestem Śmieciuchem...

niedziela, 2 czerwca 2013

MichaŚek: Pociąg

Jutro będę jechał pociągiem! Pierwszy raz w życiu! Wyjeżdżam z tatą do ciotki Aluty, która mieszka jakieś pięć godzin jazdy pociągiem od naszej miejscowości. Czemu nie autem? Bo ciotka zawsze ugości tatę własnoręcznie robionym winem z róży, a tata, nawet po małym piwie, nie siada za kierownicą. Zawsze mówi wtedy:

Gdy buzują procenty,
źle się wchodzi w zakręty!

Nie wiem czemu miałby wchodzić w zakręt skoro jedzie samochodem i dlaczego tylko w zakręty, a nie na prostej drodze, ale tata, gdy go poprosiłem o wyjaśnienie, złapał się za głowę i stwierdził, że tak się mówi. Potem coś tam burknął pod nosem, chwycił pierwszą z brzegu gazetę leżącą na stole i poszedł do ubikacji. Miałem mu powiedzieć, że to maminy katalog kosmetyków, ale wolałem się na razie nie odzywać. Rodzice, gdy za mocno się zapędzałem z pytaniami, mówią że przeginam pałkę. Niestety nigdy nie dowiedziałem się o jaką pałkę im chodzi. Wolałem odpuścić i nie przegiąć jej za mocno, bo przecież każda pałka, jeśli się ją za mocno krzywi, kiedyś się łamie. Potem dostałbym po uszach za zniszczenie cudzej własności i byłoby jeszcze gorzej.

Dorośli są czasem bardzo nielogiczni.

Mieliśmy jechać raniuśko, tuż po piątej, pociągiem pospiesznym bezpośrednio do miejscowości Aluty. Na szczęście bez przesiadek, co papa przyjął z westchnieniem ulgi, choć ja w samochodzie lubię się przesiadać, bo czasem fajniejszy widok jest z prawej, innym razem z lewej strony. Powiedziałem o tym tacie, ale on chwycił kolejną gazetę i zaszył się ponownie w ubikacji na jakiś kwadrans. Tym razem zabrał ze sobą miesięcznik o szydełkowaniu.

Mama tym razem nie jechała z nami, bo dostała jakieś nagłe zlecenie, które miała oddać po weekendzie i musiała zostać w domu. Tata lekko się początkowo zmartwił, ja zresztą też, ale doszliśmy wspólnie do wniosku, że to będzie taka męska wyprawa.
- Przecież się nie zgubimy! - tata wiele razy powtarzał, że ma GPS w głowie.
- Ty się gubisz w drodze z salonu do ubikacji! - mama zmarszczyła czoło i pokiwała głową.

Tak mnie ta wiadomość o podróży podnieciła, że długo w nocy nie mogłem zasnąć. Wierciłem się, przekręcałem z boku na bok, zaciskałem jak najmocniej powieki i liczyłem owce do stu, ale to nic nie dawało. Zasnąłem dopiero po trzeciej w nocy, na pół godziny przed zaplanowaną pobudką.

* * *

- Wstawaj chłopie! - tata lekko potrząsnął mnie za ramię - Jesteśmy już prawie na miejscu!
Otworzyłem oczy i rozejrzałem zaskoczony po przedziale. Gruba kobieta, siedząca naprzeciwko, uśmiechnęła się do mnie i wyciągnęła torebkę z cukierkami w moim kierunku.
- Poczęstujesz się? - spytała cienkim głosikiem.
- Jak to na miejscu? - wyjrzałem za lekko uchylone okno. Krajobraz przesuwał się za nim powoli, a miejsce kęp drzew i kwadratów pól uprawnych zaczęły zajmować wielkie kamienice z czerwonej cegły i wijące się pomiędzy nimi czarne wstęgi ulic.
- Jak tylko ruszyliśmy, zasnąłeś! - wyjaśnił papcio - Szykuj się powoli, zaraz wysiadamy!
Jak to zasnąłeś! Mało się nie rozpłakałem ze złości. Przecież to była moja pierwsza podróż pociągiem. Mój, jak powiedziała mama, rejs dziewiczy, a ja zamiast w pełni się nim nacieszyć i chłonąć przyjemność płynącą z jazdy całym swym małym ciałkiem, zwyczajnie go przespałem. To niesprawiedliwe!
Tata tymczasem zdjął naszą torbę z półki i uśmiechając się do grubej kobiety spytał, czy nie orientuje się, którym autobusem można dojechać do dzielnicy, w której stał dom z ogrodem ciotki Aluty.
- Ależ szanowny panie, - odpowiedziała cienkim głosem niewiasta - to nie ta miejscowość. Pan musiałeś wsiąść nie do tego pociągu! - spojrzała na ojca z politowaniem, a mnie podetknęła torbę z cukierkami pod nos.
Kiedy wyszła z przedziału tata usiadł i westchął ciężko.
A ja się ucieszyłem. Bo skoro jechaliśmy pięć godzin w złym kierunku, to znaczy, że teraz będziemy musieli jechać dziesięć, żeby dotrzeć do pierwotnego celu podróży. Byłem wyspany, pełen energii i miałem do papy mnóstwo pytań. On chyba to wyczuł...

sobota, 1 czerwca 2013

MichaŚek - i jeszcze jeden projekt...

Cały czas coś wpada mi do głowy, a po wykonaniu grafiki czuję jakiś dziwny niedosyt. Że to jeszcze nie to, że to niekoniecznie ostateczna wersja postaci MichaŚka, jaką chciałbym dołożyć do tekstów i przerobić na pełne ilustracje...
A może Wy pomożecie w wyborze lub określeniu jak taki dziesięciolatek mógłby wyglądać? Mile widziane rysunki!
Piszcie na adres: redakcja@papierowypies.pl. Kto wie, może nagrodzę najlepsze podpowiedzi!

wtorek, 28 maja 2013

Oficjalna gra planszowa Bazgroła

Poniżej przedstawiam Wam oficjalną grę Ogólnopolskiego Konkursu Literacko - Plastycznego Bazgroł 2012, wymyśloną (podobnie jak kilka innych gier, które wkrótce pojawią się na naszym portalu) przez REDnacza, czyli szefa tego bałaganu.



PRZYGOTOWANIE DO GRY
1. Wydrukuj plansze i wytnij znajdujące się na niej żetony (linki znajdziesz poniżej).
2. Rozłóż żetony pól drogi (plansza 3) jak na opisie poniżej, zaczynając od pola Start/ meta (plansza 1), a potem naprzemiennie (pamiętając by te same kolory występowały cyklicznie po sobie) lub układając je zupełnie przypadkowo.
3. Karty zadań (plansza 2) wydrukuj w dwóch egzemplarzach i wytnij - każdy gracz ma swoją talię. Karty trzeba potasować i rozłożyć przed sobą na dwóch kupkach (na planszy poniżej pokazano jak powinny wyglądać rozłożone karty jednego gracza, w rzeczywistości tych kupek powinno być cztery - po dwie dla każdego z uczestników zabawy). Jedna z tych kupek to karty dla Ciebie druga dla Twojego rywala (Twój przeciwnik robi to samo). Oczywiście nie wolno oglądać zawartości kupek lub rozkładać je wybierając tylko odpowiadające nam karty.

ROZGRYWKA
1. Zaczyna osoba, która wyrzuci większą liczbę oczek.
2. Po przesunięciu Bazgroła o wylosowaną liczbę oczek:
- odkrywamy kartkę z naszej kupki i wykonujemy polecenie na nim zawarte jeśli kolor karty zgadza się z polem na którym stoimy (np. stoimy na polu zielonym i wylosowaliśmy kartę zieloną z dwoma plusami - poruszamy się dwa pola do przodu, lub jeśli wylosowaliśmy kartę w innym kolorze niż zielony - nie wykonujemy żadnych czynności)
- odkrywamy kartę z kupki przeznaczonej dla naszego przeciwnika, a on wykonuje polecenie na niej zawarte jeśli jej kolor nie zgadza się z kolorem pola, na którym stoi, lub nie wykonuje go, jeśli kolor karty jest taki sam jak pole, na którym stoi.
- Nie okrywamy kart jeśli stoimy na czarnym polu.
3. Po zakończeniu kolejki kartę, którą odkryliśmy dla siebie wkładamy na spód kupki kart przeznaczonych dla przeciwnika, a kartę wylosowaną dla rywala wkładamy na spód naszych kart.

ZASADY DODATKOWE
1. Jeśli chcecie przedłużyć rozgrywkę, możecie wydrukować większą liczbę plansz z żetonami drogi lub zakończyć ją po kilkukrotnym okrążeniu wszystkich pól.
2. Czarne pole może oznaczać, że karty które odkryjemy dla siebie i dla przeciwnika wykonuje tylko jedna osoba.

- PLANSZA 1
- PLANSZA 2
- PLANSZA 3

Jeśli nie macie kolorowej drukarki - nie ma problemu. Naszykujcie kilka kartek papieru, narysujcie na nich żetony wedle swojego projektu lub na podstawie przedstawionych wzorców i wytnijcie je.
Nie macie kostki do gry - to też nie problem! Możecie ją wykonać wedle schematu zamieszczonego poniżej. Ją też możecie wykonać bez konieczności wykonania wydruku - wystarczy kartka papieru, linijka, ołówek, nożyczki i klej!
Jeśli nie potraficie zrobić tego sami - poproście o pomoc kogoś starszego.